sobota, 20 stycznia 2018

Mari Kanstad Johnsen, Jeg rømmer


Mari Knastad Johnsen,  używająca wdzięcznego pseudonimu Marikaja, to rysowniczka, która mimo młodego wieku ( ur. 1981) została już doceniona w Norwegii.  Jej  ilustracje ukazują się w  dużych gazetach,  książkach innych autorów i we własnych, autorskich. Tworzy ona zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci, jednak to za te ostatnie publikacje została nagrodzona.

Jeg rømmer (Uciekam) jest książką autorską, wypełnioną wyłącznie  ilustracjami. Nie pada tu ani jedno słowo, wszystko dzieje się w obrazkach. I dzieje się dużo oraz wyraziście. Marikaja wypracowała wyrazisty styl, który wyróżnia: zamiłowanie do efektów graficznych i groteskowych, a także „nadużywanie” ciemnych i zgaszonych kolorów. Można się tu również dopatrzeć wpływów ilustracji z lat 60. Wszystko to jednak przetworzone i zrobione w nowoczesny sposób. Styl retro pojawia się od jakiegoś czasu w książce dziecięcej i przynosi ciekawe realizacje, jak np. opisywane przeze  publikacje Gry Moursund, Tre biler og en død katt http://trolleimisie.blogspot.no/2017/05/gry-moursund-tre-biler-og-en-dd-katt.html oraz Ragnara Aalbu, np. https://trolleimisie.blogspot.no/2015/11/bjrn-f-rrvik-ragnar-aalbu-purriot-og.html
Jeden z norweskich krytyków zwrócił również uwagę na inspirację twórczością Matisse’a, co wydaje się słuszne, biorąc pod uwagę  choćby operowanie plamą, dużymi, płaskimi powierzchniami i sposób przedstawiania przyrody.

Henri Matisse, Wnętrze z etruską wazą, 1940.




Mari  Kanstad Johnsen

Brak słów nie przeszkodził autorce opowiedzieć ciekawej i złożonej historii. Bohaterką jest dziewczynka, która wraz z rodzicami przeprowadza się do nowego domu. Trafia do nowej szkoły, w której  spotyka się  z niechęcia i… znudzeniem, co świetnie oddaje ilustracja przedstawiająca groteskowe twarze uczniów. Samotność jest bolesna i narysowana w zimnych barwach. Pewnej nocy, gdy dziewczynka nie może zasnąć, zauważa światła na wyspie położonej na wprost zatoki, gdzie znajduje się jej dom.  Wsiada do łodzi i płynie, aby dowiedzieć się  skąd biorą się tajemnicze światełka. Tam odkrywa, że jasne punkciki, to nic innego... jak świecące króliki, a mówiąc precyzyjnie fluorescencyjne króliki. Zwierzątka są piękne i łagodne. Przyjmują dziewczynkę do swojego kręgu i bawią się z nią, traktując ją dokładnie odwrotnie niż uczniowie w szkole. Jeden z króliczków wraca z dziewczynką do domu i staje się jej najlepszym  przyjacielem. Dzięki niemu dziewczynka  zyskuje popularność w szkole. Obojętne maski kolegów zamieniają się w uśmiechnięte twarze. Wszyscy chcą pogłaskać świetlistego króliczka. Niestety króliczek zaczyna tęsknic za swoimi braćmi. Ilustracja przedstawia maleńkiego zwierzątko w oknie, wielkiego, ciemnego domu otoczonego czernią nocy. Bohaterka książki najwyraźniej myśli podobniej jak Mały Książe - „Stajesz się odpowiedzialny na zawsze za to, co oswoiłeś” -  bo odwozi puchatego przyjaciela na wyspę. Króliczki urządzają dla  niej uroczy, świetlny pokaz. Pożegnanie z króliczkiem ma jednak swoje konsekwencje, koleżanki, które chętnie bawiły się z króliczkiem, nie chcą się bawić z samą dziewczynką. I byłoby to smutne zakończenie, gdyby nie fakt, że jedna z koleżanek przesyła bohaterce kartkę z uśmiechniętą buźką. I jest to zapewne początek przyjaźni.

Jeg rømmer jest jedną z książek, którymi w roku 2016 wydawnictwo Gyldendal rozpoczęło nową ORDFRIE-serie, czyli serię BEZ SŁÓW. Seria jest przeznaczona głównie dla dzieci w wieku 6-9 lat, które mają trudności z czytaniem. Ma prezentować książki, które poprzez ilustracje opowiadają ciekawe i działające na wyobraźnię historie oraz rozbudzą ciekawość czytelniczą.


Czy jest to książka tylko dla dzieci? Powiedziałabym,  że to może być książka zarówno dla dzieci, jak i starszych czytelników. W tej opowieści o samotności, szukaniu drugiego, dojrzewaniu do przyjaźni, może się  odnaleźć prawie każdy.

Nasuwa się tu jeszcze jedno pytanie: co oznaczają świetliste zajączki?  Czy są naszymi dobrymi duchami? Aniołami? Czy symbolizują coś, co musimy oswoić/ zrozumieć w sobie samych?

Ale może nie ma sensu zastanawiać się nad tym tak głęboko, może wystarcza, to, co napisano na okładce książki: "Noen ganger trenger man en selvlysende  kanin" (Czasami potrzebuje się fluorescencyjnego królika). Dokładnie tak, czasem człowiek potrzebuje świetlistego królika, który rozjaśni ciemność nocy.

W roku 2017 książka dostała srebrny medal w kategorii Najpiękniejsza książka roku.

Na stronie wydawnictwa Gyldendal możecie obejrzeć książkę http://www.gyldendal.no/Barneboeker/6-9-aar/Jeg-roemmer




Jeg rømmer handler om ensomhet og  vennskap.  En ung jente som er hovedpersonen flyttet seg til et helt nytt sted. Familien ser ikke henne og nye kollegaer på skole er ikke snille. Hun er trist og føler seg ensom men en dag... møter hun  selvlysende  kaniner. Alt har forandret seg.

Boka stimulerer barnas fantasi og nysgjerrighet. Forfatteren overlater til leseren å tolke bilder… og å skape sin egen fortelling. Kanstad Johnsen har lagt vekt på kontraster mellom farger, mellom skygger og lys, og mellom tynne og tykke streker. Inger Wold Lund har skrevet at:
«Det er tegninger som henter like mye av sin inspirasjon fra billedkunstnere som Henri Matisse som fra samtidige barnebøker». http://www.periskop.no/vager-a-se-barna/
Mari Kanstad fikk Sølv i konkurransen Årets vakreste Bøker. Juryen skriver i  sin begrunnelse:

«Stilsikker og gjennomført bok med en historie formidlet gjennom tegneseriegrep. Boken er preget av dristige farge- og teknikkvalg. Hvert oppslag er flotte enkeltverk, men fungerer samtidig som en del av en helhetlig visuell oppleve».
Jeg rømmer er en tankefull bok som passer både barn og voksne.

Mari Kanstad Johnsen, Jeg rømmer, Gyldendal Norsk Forlag, 2016v
Język/språk: norweski (bokmål)/ norsk (bokmål)
Grupa wiekowa/Alder: 6-9 lat/år

niedziela, 7 stycznia 2018

Synne Lea, Stian Hole (ill.) Nattevakt. Dikt til barn


Hasło „wiersze dla dzieci” wywołuje u wielu czytelników skojarzenia z wierszykami o chorych kotkach, jasnowłosych laleczkach i pierzastych chmurkach przypominających cukrową watę. Słodko i infantylnie. I może właśnie z tego powodu wielu rodziców niechętnie decyduje się na zakup wierszy dla dzieci, a jeśli już to robią, to wybierają „klasyków klasyki”, czyli Brzechwę i Tuwima. Współcześni poeci dla dzieci nie mają więc łatwego życia i z trudem przebijają się do szerszego grona czytelników.

Dziś chciałabym was namówić na poezję i zarekomendować książkę, która jest dowodem tego, że współcześni autorzy tworzą wybitną poezję dla dzieci. 


Nattevakt. Dikt til barn (Nocny stróż. Wiersze dla dzieci) stworzyło dwoje autorów, poetka Synne Lea (ur.1974) i doskonale znany nie tylko polskiej publiczności rysownik Stian Hole.

Na początek  warto przyjrzeć się  tematyce wierszy. Synne Lea pisze o: relacji z drugim człowiekiem - bliskości i obcości szczególnie w kontaktach dziecko-dorosły, stosunku człowieka do natury (czy natura może być pocieszycielem człowieka?), innych światach - marzeniach i podświadomości, poznawaniu siebie samego  (kim ja jestem?), lęku i radzeniu sobie z własnym bólem. Znajdziemy tu  również wiersze pokazujące w jaki sposób dziecko odbiera problemy dorosłych - często ich nie rozumie, a jednak wiele przeczuwa i  odbiera na poziomie emocjonalnym, np. wiersz o odejściu taty.  

Problematykę tę którą trudno nazwać „typowo dziecięcą”, bo pojawiające się tu zagadnienia zaprzątają świadomość wielu dorosłych ludzi.

Nattevakt ma dwie zasadnicze zalety. Po pierwsze jest książką napisaną z pełnym szacunkiem dla małego czytelnika. Nie ma to żadnego infantylizowania i upupiania.  Synne Lea pisze o ważnych i poważnych sprawach, uważając, że dzieci są  w stanie… myśleć. Jednocześnie nie ma tu „udoroślania na siłę”, bo w moim odczuciu wiersze te są dostosowane do dziecięcego odbiorcy.  Drugą zaletą książki jest to, mamy  tu do czynienia z dobrą poezją. Wiersze Synne Lea są dobre niezależnie od tego czy nadamy im nazwę (etykietkę?) dziecięcych czy dorosłych. Wyznacznik „dla dzieci” oznacza w tym przypadku, że poetka posługuje się językiem komunikatywnym (ale nie uproszczonym) i wprowadza podmiot liryczny, który jest w wielu wierszach dzieckiem i z tej perspektywy obserwuje  i poznaje świat. Interesujące jest to, że mamy tu do czynienia z wierszem białym,  oszczędnym w środki artystyczne (przerzutnie, powtórzenia). Jednak ta ascetyczność wychodzi na dobre wierszom.



Próbka poezji poniżej:



„Å sove er det samme som
Å ønske seg noe, sier pappa.


Å våkne er å kunne
Få det, sier mamma.



Spać to to samo
co życzyć sobie czegoś, mówi tata.


Budzić się to móc
to dostać, mówi mama”.


„Kanskje fuglene også er fortvilet,
forkjølet og drømmer
som oss, sier mamma. Likevel


må du ikke tro at de tenker
på deg, selv om du
tenker på dem”.


„Może ptaki również bywają zrozpaczone,
 przeziębiają się i śnią
 jak my, mówi mama. Jednak

 nie możesz wierzyć że one myślą
 o tobie, chociaż ty myślisz o nich”.
 (tłum. Marta Tomczyk-Maryon)


Ilustracje Stiana Hole stoją w dobrej komitywie z wierszami. Jednak nie jestem zaskoczona, bo rysownik ten przyzwyczaił nas podróży w krainę marzeń i inne światy. Surrealizm i specyficzny styl Stiana Hole nadają wierszom dodatkowy wymiar. W efekcie otrzymujemy książkę, która otwiera czytelnikowi drogi w różne wymiary.

Jedyne ale, ale naprawdę małe ale, jest takie, że ilustracje Stiana Hole znacznie lepiej prezentowałyby się w większym formacie (czego dowodzą jego autorskie książki). Jednak z drugiej strony wiersze lepiej się mają w rozmiarze S i M. Tak więc kompromis był tu w zasadzie nieunikniony.

Na koniec dodam, że mam wielką ochotę przetłumaczyć tę książkę. Może dlatego, że wiersze norweskiej autorki spotykają się również z moją poezją dla dorosłych czytelników?

Synne Lea (f. 1974) har gitt ut to diktsamlinger, Du har et sted å løpe inn (2010) og Alt er noe annet (2003).I  2012 kom hennes første barne- og ungdomsroman, Leo og Mei som ble nominert til den prestisjetunge Deutscher Jugendliteraturpreis. I 2013 kom Nattevakt, en diktbok til barn illustrert av Stian Hole, som ble nominert både til Brageprisen, Kritikerprisen og Kulturdepartementets Illustrasjonspris.

Diktene handler om vennskap, drøm og lengsel. Synne Lea skriver om relasjoner mellom barn og voksne, om behov for nærhet, trøst og beskyttelse. Diktene er gåtefulle og asketiske. Forfatteren bruker et enkelt språk og unngår  poetiske virkemidler. Det gjør at diktene er meningsfulle.

Stian Holes illustrasjoner forsterker og kommenterer diktene på nydelig vis. Uvanlig vakker samspill mellom Illustrasjonene og teksten.



„Å sove er det samme som
Å ønske seg noe, sier pappa.


Å våkne er å kunne
Få det, sier mamma.



Synne Lea, Stian Hole (ill.) Nattevakt. Dikt til barn, Cappelen Damm, 2013
Język/språk: norweski (bokmål)/ norsk (bokmål)
Grupa wiekowa/Alder: 6-9 lat/år


piątek, 24 listopada 2017

Gaute Heivoll, Lisa Aisato (ill.), Svalene under isen


Piękna książka na zimę, która udowadnia, że w norweskim klimacie może powstać ciepła i pełna dobrych uczuć opowieść dla dzieci i dorosłych.   

Gaute Heivoll (ur. 1978) jest znany polskiej publiczności za sprawą dwóch książek Nieba za domem i Zanim spłonę. Pierwsza jest przeznaczona dla dzieci, druga dla dorosłych czytelników.
Svalene under isen (Jaskółki pod lodem) są trzecią opowieścią o parze małych bohaterów Jonie i Line. Dwie poprzednie Himmelen bak huset (Niebo za domem) i Båten mellom stjernene (Łódź między gwiazdami) podejmowały temat o śmierci. Svalene under isen opowiada o miłości. Na początku przyciągnął mnie tytuł – zagadkowy, dramatyczny i poetycki zarazem. Książka istotnie zawiera wszystkie te elementy. Choć rozgrywa się w realnym świecie i przedstawia dość zwyczajne zdarzenia, to odkrywa znacznie więcej. „Coś”, co znajduje się pod powietrznią zwykłych zdarzeń i co bardzo trudno ująć w słowa.

Występuje tu tylko troje bohaterów: chłopiecc o imieniu Jon, jego tata i Line, dziewczynka z sąsiedztwa. Ojciec to postać drugoplanowa: jest w domu, przygotowuje posiłki i rąbie drzewo, łącząc rolę mamy i taty. Warto zwrócić uwagę, że mamy tu brak, a jej nieobecność nie zostaje wyjaśniona. Głównymi bohaterami jest para dzieci. Najważniejsze jest to, co rozgrywa się między nimi, szczególnie to, co nie zostaje wypowiedziane. Svalene under isen to opowieść o uczuciach, o rodzącej się fascynacji, poznawaniu drugiej osoby.
Wydarzenia rozgrywają się zimą, a mróz i norweski klimat nadają książce specyficzny nastrój. Stoją również w kontraście do uczucia, które rozkwita między bohaterami. Jon i Line spotykają się nad zamarzniętym jeziorem. Dzieci uważają, że jaskółki mieszkają w zimie pod lodem. I dlatego wyrąbują dziurę w lodzie, aby ptaki mogły wyfrunąć. Czekają jednak bez skutku, aż w końcu decydują się powtórzyć obserwacje następnego dnia. Tej nocy Jon ma niezwykły sen o podwodnym świecie i drzewie, jabłoni obsypanej kwiatami. Następnego dnia pada deszcz i mały Jon nie może się doczekać na Line. Przypomina sobie o siekierze taty, którą poprzedniego dnia zostawił na zamarzniętym jeziorze. Obawiając się gniewu taty, postanawia odzyskać siekierę. Lód gwałtownie rozmarza,  buty Jona toną w wodzie... I zapewne skończyłoby się to tragicznie, gdyby nie Line, która ratuje przyjacielowi życie. 
Lód pełni w książce znaczącą i symboliczną rolę. Dzieci są zafascynowane światem, który jest po drugiej stronie lodu.  Zaglądanie w zamarznięte jezioro, przypomina przeglądanie się w lustrze, w czym można znaleźć konotacje z Alicją z Krainy Czarów.
W ostatniej scenie Line i Jon stoją w suchych ubraniach w pokoju Jona i rozmawiają o jaskółkach, które chłopiec widział na niebie. Może jaskółki nie mieszkają zimą pod lodem? Line milczy, lecz Jon wie, że ona doskonale wszystko rozumie, wszystko, co powiedział, a także to, czego nie powiedział. „Jon pomyślał, że jutro dotknie jej włosów. Tak ostrożnie, aby niczego nie zauważyła” („Jon tenkte at i morgen skulle han kjenne på håret hennes. Så forsiktig at hun ikke merket noe som helst”).
Ilustracje Lisy Aisato, której publikacje wiele razy pojawiały się na moim blogu, oddają klimat tej poetyckiej opowieści. Stonowane kolory z przewagą szarości oraz zabawa plamą współtworzą melancholijny nastrój, który wyróżnia twórczość Heivolla dla dzieci.
W roku 2012 książka była nominowana do Brageprisen.

Svalene under isen er den siste i triologien om Jon og Line.  I de to første barnebøkene Himmelen bak huset og Båten mellom stjernene har Gaute Heivoll skrevet om barns forholdet til døden. Svalene under isen handler om kjærlighet og nærhet.
Handlingen starter men en helt vanlig vinterdag. En gutt som heter Jon løper ut i den iskalde morgenen. Han har farens økse under jakka. Er isen er sterk nok? Plutselig hører han en stemme. Det var „ei jente med store ullvotter” som „sto borte i skogkanten og så på ham”. Det var Line som neste dag sa: „Svalene bor inder isen om vinteren”. De bestemmer seg for å slå hull i isen med ei øks, så svalene under isen kan komme ut.  
Boka vekker mange assosiasjoner. Man kunne lese den som fortelling om den første kjærligheten og  moderne  versjon av Alice i Eventyrland. Hovedpersonene ser under isen, Alice speiler seg. Er det ikke det samme? Er isen symboliserer andre virkeligheten, drømmer? Eller symboliserer den at kjærlighet kan være som å gå på tynn is?
Forfatteren sa:  „Dette er en mye lysere bok enn de to barnebøkene jeg har skrevet før. Men kjærligheten er ikke udelt lys heller. Jeg forsøker å skrive om det som truer under overflaten, bokstavelig talt, siden barna går ut på usikker is”. https://www.dagbladet.no/kultur/a-vaere-forelska-kan-vaere-som-a-ga-pa-tynn-is/63324216
Han sa også: „Poenget er ikke at alt skal forstås til bunns. Litteraturen er et fristed for undring, derfor er den et veldig godt egnet sted for barn”. Dette  overbeviste meg om at vi forstår litteraturen på det samme måte.
Lisa Aisatos illustrasjoner er vakre. Hun bruker gråtoner med sparsomme aksenter av noen fargeklatter. Selve teksten og bilder ligger nærmere poesi enn tradisjonelle barnebøker pleier å gjøre. Derfor retter boka mot mer avanserte leserne.

Gaute Heivoll, Lisa Aisato (ill.) Svalene under isen, Cappelen Damm 2012
Język/språk: norweski (bokmål)/ norsk (bokmål)
Grupa wiekowa/Alder: 6-12 lat/år

poniedziałek, 18 września 2017

Małgorzata Piotrowska, Fire sider av en katt


Z okładki  najnowszej książki Małgorzaty Piotrowskiej figlarnie zerka - jednym okiem żółtym, drugim zielonym -  puchaty kot. Okładka i tytuł Fire sider av en katt (Cztery strony kota) nie pozostawiają wątpliwości, kto jest głównym bohaterem. Znając autorkę i jej miłość do kotów, nie jestem zaskoczona wyborem tematu. Ale kto nie ma słabości do kotów? Miłośników tych zwierząt jest na świecie z pewnością znacznie więcej fanów Star Trek. To uświadamia skalę zjawiska.
Tematyka kocia jest szeroko reprezentowana na rynku wydawniczym w Polsce, w Norwegii, jak i we wszystkich innych krajach świata. Ten popularny temat można jednak zrealizować w różny sposób, standardowy lub oryginalny. Małgorzata Piotrowska zdecydowanie mieści się w tej drugiej grupie.
Fire sider av en katt są skierowane do dziecięcego odbiorcy, jednak spodobają się również dorosłym. Lektura tej książeczki będzie miło spędzonym czasem zarówno dla dziecka, jak i rodzica.

Mamy tu czterech bohaterów: mamę, tatę, synka i kota, rzecz jasna. Długo wyczekiwany przez chłopca kot, zjawia się pewnego dnia i wprowadza pewne zamieszanie w życie rodziny.  Jest ono związane przede wszystkim z imieniem zwierzaka, a raczej jego brakiem. Nadanie imienia kotu staje się nie lada wyzwaniem, bo wszystko wskazuje na to, że ma on… cechy czarodziejskie. Otóż każdej pory roku przechodzi znaczącą  przemianę np. jesienią ma futro pełne liści  a zimą  płatków śniegu. Kot zmienia nie tylko kolory, ale i swoje zwyczaje. Na przykład wiosną znika na całe dnie.  Jak wybrać imię dla takiego kota? Mały bohater radzi sobie z tym trudnym zadaniem znakomicie i wymyśla imię, które w pełni oddaje charakter swojego kociego przyjaciela. Aby nie psuć zabawy nie zdradzę jednak jak brzmi owo imię. Zamiast tego wyjawię, że zarówno tekst, jak i rysunki są znakomite. Język jest prosty, ale z „poetyckim szlifem”, bo mamy tu zabawę słowami oraz melodyjny i zabawny lejtmotyw, który nie tylko rytmizuje tekst, ale również dzieli tekst na małe części.

Co do obrazków, to po raz kolejny muszę się zachwycić  pracami Małgorzaty Piotrowskiej (i skakać przy tej okazji z radości, że zechciała współpracować z moim blogiem). Wracając do Czterech stron kota to dostajemy tu w prezencie: cudowne kolory, świetny rysunek, wyobraźnię i poczucie humoru. Czytelnik  czuje, że rysowniczka doskonale  bawiła się farbami i kredkami (mamy tu technikę mieszaną: gwasze, akwarele w płynie, kredki suche i tłuste) i miała wiele radości przy tworzeniu tej książki. Tak było niewątpliwie, jednak nie należy zapominać o tym, że tzw. swoboda artystyczna jest możliwa tylko dla tych artystów, którzy znakomicie opanowali warsztat. I właśnie do takich rysowników należy Małgorzata Piotrowska.
Na końcu książki czytelnicy znajdą miły bonus, instrukcję i rysunki służące do wykonania  z papieru kota o czterech stronach, który może służyć jako zakładka do książki lub rodzaj kalendarza do pokoju.
Fire sider av en katt wyróżnia się na rynku norweskim, a mianowicie jest to książka pełna radości i optymizmu. Mam wrażenie, że ostatnio jest to towar raczej deficytowy wśród norweskich książek dla dzieci.

I biorąc pod uwagę całokształt, jestem zdumiona, że książka nie doczekała się porządnej recenzji w norweskiej prasie. Mam jednak wrażenie, że „kryzys kulturalny” zaczyna dotykać również Norwegię. W tutejszych mediach ukazuje się coraz mniej recenzji książek dla dzieci i w ogóle recenzji wartościowych książek. Dokładnie tak, jak w innych krajach europejskich. Czyżby Norwegia przestawała być zieloną wyspą literatury dla dzieci?

Den nye boka av Malgorzata Piotrowska Fire sider av en katt viser kjærlighet til katter og barn. Her møter vi en helt vanlig familie:  ei mor, en  far og en liten gutt som ønsker seg en katt. Dessverre sier moren: «nei  og nei og nei».
«Men så en dag... fikk jeg en katt likevel» sa gutten som er jeg-forteller. Da katten kom, oppstod et problem: hva skal den hete? Det er ikke lett å velge et riktig navn for katt. Særlig for katten som er  trollkatten, kuldrekatten og rett og slett magiske katten. Det er meget vanskelig oppgave. Likevel klarer liten gutten å skape et fint navn for vennen sin.

Bak i boka finner du hele fargesirkelen, og fargeleggings-katter som kan kopieres eller klippes ut, og skifte farge etter årstidene. De kan også brukes som bokmerker. Smart idée!
Illustrasjoner er vakre, fargerike og morsomme. Malgorzata Piotrowska bruker i tradisjonelle male og tegneteknikker slik som dekkfarger (gouache), akvarellfarger og ulike fargeblyanter. Boka bobler av fantasi og humor. Fire sider av en katt er positiv boka som kunne gi mye moro til barn og voksne.
På grunn av dette er jeg overrasket at denne boka har enda ikke fått noe anmeldelse i de norske media.

Małgorzata Piotrowska, Fire sider av en katt, Omnipax, Oslo 2016.
Język/språk: norweski (bokmål)/ norsk (bokmål)
Grupa wiekowa/Alder: 3-6 lat/år

środa, 16 sierpnia 2017

Elisabeth Helland Larsen, Marine Schneider (ill.), Jeg er Livet


Norweżka Elisabeth Helland Larsen i Belgijka mieszkająca w Norwegii Marine Schneider to autorki, które „wpadły mi w oko” dzięki książce Jeg er Døden (Jestem śmiercią), o której pisałam jakiś czas temu. Książki mądrej, poetyckiej, w interesujący sposób poruszającej trudny temat śmierci. Teraz przyszedł czas na jej dopełnienie i rozwinięcie, czyli Jeg er Livet (Jestem życiem). Publikację można traktować jako drugą część Jeg er Døden. Należy jednak podkreślić, że książki funkcjonują również samodzielnie. Jednak razem nabierają dodatkowych walorów i znaczeń. I dlatego zanim zaczniecie czytać ten wpis, zapoznajcie się z recenzją wcześniejszej książki.
Pytanie, które nasuwa się jako pierwsze: dlaczego autorki pokusiły się o napisanie drugiej części? Na pewno nie z tego powodu, dla którego się kręci drugie, trzecie i dziesiąte wersje niektórych filmów. Nie zrobiły tego dla pieniędzy. Inna rzecz, że dochody, jakie można osiągnąć przy pisaniu książek dla dzieci nie dorównują w najmniejszym stopniu tym filmowym. Odpowiedź na pytanie zawiera się w samych tytułach i tematach książek. Jeg er Døden jest opowieścią o śmierci. Jeg er Livet mówi o życiu.  Koło życia i śmierci obraca się nieustannie pokazując najważniejszą zależność jakiej podlegamy, i której zmienić nie potrafimy. Brzmi to niewesoło, jednak w książkach Larsen i Schneider mamy nastrój daleki od smutki i rezygnacji. Równocześnie nie serwują nam łatwego optymizmu, wynikającego z uproszczeń myślenia. Słowem, autorkom udało się uniknąć mielizn, jakie czyhają na autorów książek dla dzieci poruszających tzw. trudne tematy.
Jeg er Livet zaczyna się słowami, które w jednoznaczny sposób scalają obie książki:
„Jeg er Livet
Akkurat som
døden er døden
er jeg livet”.
(Jestem Życiem
Dokładnie tak
jak śmierć jest śmiercią
ja jestem życiem).


Związek między życiem a śmiercią jest stały i nierozerwalny.
„Når Døden
kommer,
er jeg alltid der.

Vi bor
på denne kloden
i lag”
(Kiedy Śmierć
przychodzi,
Zawsze tam jestem.

Mieszkamy
na tej kuli ziemskiej
razem).
 Powyższemu tekstowi towarzyszy obrazek przedstawiający siostrzane, przypominające dziewczyny postacie Życia i Śmierci. Śmierć jest czarna i ma kwiaty we włosach, Życie jest pomarańczowe i trzyma w ręce pęk latawców o różnych kształtach. Obie jadą na rowerach i wyglądają jakby spędzały ze sobą mnóstwo czasu.
Zgodnie z tytułem, Jeg er Livet przedstawia i charakteryzuje Życie. Stara się odpowiedzieć na pytanie, czym jest życie? A tym samym prowadzi nas do „podstawowego pytania”: jaki jest sens życia?
Według Elisabeth Helland Larsen życie jest tym, co wprawia w ruch rośliny, zwierzęta i ludzi. Życie lata z owadami, które żyją godzinę, pływa z żółwiami, które mogą żyć dwieście lat. Jest w sercach, które są przerażone strachem i tych, które są wypełnione szczęściem, w sercach którą potrzebują miłości i tych, które miłość dają.
Wszyscy spotykają życie w swym ciele, bez względu na to, jakie jest to ciało i co robi. Autorki poświęcają ciału sześć stron, co jest dobrym pomysłem, skierowanym w stronę dziecięcej wrażliwości i rozumieniu. Czyż nie przez ciało i ruch najlepiej odczuwamy życie?
Jest w tej książce wiele nadziei, widać to szczególnie w zdaniach, w których Życie, będące narratorem, zwraca się bezpośrednio do małego (i nie tylko) czytelnika., np.:
„Det jeg elsker
mest av alt
er å gi krefter og håp”
(Najbardziej ze wszystkiego
kocham
dawać ci siły i nadzieję).
Jeg er Livet w przeciwieństwie do poprzedniej książki zawiera wątek aktualny i polityczny. Dotyczy on wojny i uchodźców, którym Życie towarzyszy w trudnych chwilach. Rysowniczka przedstawiła to w ciekawy i symboliczny sposób poprzez postaci ludzi i zwierząt, które ciągną za sobą na sznurkach lub ściskają w ramionach domki.
Zakończenie książki tchnie nadzieją i poezją:
„Jeg er alltid
sammen
med deg.

Og når du trenger
det som aller mest,
skal jeg minne deg på
hvor verdifull du er.

For i hele universet
finnes det bare... ”.
(Jestem  zawsze
z tobą.

A kiedy najbardziej
tego potrzebujesz
przypomnę ci
jak cenny jesteś.

Bo w całym wszechświecie
istnieje tylko…)
Poezję i „głębsze wymiary” budują również ilustracje, które pasują do tekstu jak przysłowiowa rękawiczka do ręki. Pastelowe kolory, ale odważnie łączone z czernią, „wrażliwość przyrodnicza” (wybaczcie mi skłonność do neologizmów), symbolika i wiele szczegółów (obrazki opowiadają własne historyjki i dają pole dla wyobraźni dziecka), wszystko to sprawia, że czytelnik otrzymuje książkę niezwykłą. Nieczęsto powstają takie publikacje, dlatego warto je czytać i tłumaczyć. Marzę, że któryś z polskich wydawców, doceni wartość tych książek, tak jak doceniono je już w wielu innych krajach.
Jeśli chcecie przeczytać o promocji tej książki, jak a odbyła się w Oslo  to zapraszam tutaj http://trolleimisie.blogspot.no/2016/11/promocja-ksiazki-jeg-er-livet-lansering.html

Boka Jeg er Døden har blitt omtalt på bloggen min.  http://trolleimisie.blogspot.no/2016/09/elisabeth-helland-larsen-tekst-marine.html
Jeg har oppsummert anmeldelsen min slik: „Elisabeth Helland Larsen og Marine Schneider har lykkes å skape  en vellykket og viktig barneboka   om døden. Nå kan jeg skrive nesten det samme. Elisabeth Helland Larsen og Marine Schneider har lykkes å lage en kompleks,  viktig og fortryllende vakre barneboka  om livet. Begge bøkene tar for seg de eksistensielle spørsmålene som handler om livet og døden. Jeg er Livet viser "livets sirkel".

„Når Døden
kommer,
er jeg alltid der.

Vi bor
på denne kloden
i lag”.




I Jeg er Livet møter vi Livet, en personifisert livskraft. Hun ser ut som en oransje skikkelse med vinger, og minner om en jente. Hva driver med Livet? Hva er meningen med livet? Hun forteller om sine oppgaver i jeg-form:



„Det er jeg
som setter alt
i bevegelse.



Livet er en energi og en kraft. Hun har mye å gjøre: må passe på dyr og planter.



Jeg flyr med
insekt som lever
i en time.


Jeg svømmer med
skilpadder som kan bli
to hundre år.



Livet støtter mennesker som er lykkelige og de som føler angsten. Hun passer på gamle og unge. Hun ser de som sliter med krig.


Jeg kan skape ferd
i hjertet ditt
selv om alt
du har sett er krig”.


Til tross boka tar for seg viktige og alvorlige temaer, gir den håp og trøst. Forfatteren peker på hver enkelts unikhet og menneskets verdighet.


„Jeg er alltid
sammen
med deg.

Og når du trenger
det som aller mest,
skal jeg minne deg på
hvor verdifull du er.

For i hele universet
finnes det bare... ”.


Samarbeidet mellom tekst og bilder gjør den mye Jeg er Livet til en stor leseopplevelse. Illustrasjonene  (og teksten) er rike på detaljer og har et poetisk uttrykk. 

Det er ikke bok man bare pløyer igjennom. Her må man ta seg god tid, stoppe opp og snakke sammen underveis. Jeg virkelig anbefaler Jeg er Livet og Jeg er Døden. Det er mulig å lese bare en bok, men sammen fungerer de best fordi... For livet og døden er ett, likesom elven og havet er ett” (Kahlil Gibran).






Du kan lese om lansering av boka Jeg er Livet 


Elisabeth Helland Larsen, Marine Schneider (ill.), Jeg er Livet, Magikon forlag 2016
Język/språk: norweski (bokmål)/ norsk (bokmål)
Grupa wiekowa/Alder: 3-6 lat/år